wtorek, 10 marca 2015

Letnia Przygoda - rozdział I cz.2

            Dziewczynka czuła w duchu, że dobrze postąpiła. Chciała podbiec do konia i go przytulić, lecz grubas zaczął za nią biec z drugim batem. Wtem koń zagrodził łysemu drogę i staną dęba.

Dziewczynka nie wiedziała co się dzieje, bo gdy się obróciła miała przed oczami tylko dziki i rozwiany ogon konia... Nagle zobaczyła ją jej sąsiadka, pani McLuis.

- Dziecko co ty tam robisz ?! Wyłaź natychmiast, dzwonię do twoich rodziców !-krzyczała.
- Nie, nie, proszę tego nie robić - prosiła dziewczynka bezskutecznie.
- Bez gadania... - powiedziała pani McLuis wstukując w klawiaturę numer do rodziców Zuzanny . Zuzia korzystając z nieuwagi jej sąsiadki pobiegła z powrotem do zagrody, ale konia już tam nie było...
- Ucieka !Ucieka na wrzosowiska !- krzyczeli przechodnie.
                                 
Zuzanna wiedziała co musi zrobić... Pobiegła za nim. Nie była tak szybka jak on, ale była wytrzymała, a wiedziała, że on tez się w końcu zmęczy. Biegała za nim po całych wrzosowiskach, niestety na próżno. Chciała wrócić do domu i ogrzać się przy kominku, ale jak miała to zrobić jeżeli nie wie gdzie jest i nie może go tak zostawić. Miała dość, nogi bolały ją niemiłosiernie, a po koniu ani śladu. Lecz nagle pomyślała " Jak on miał na imię??? No przypomnij sobie Zuzia! Ach, tak, Pielgrzym !!!"
- Pielgrzym !!! Pielgrzym, choć do mnie !!! Nie bój się nic złego ci nie zrobię ! Pielgrzym !!!- Dziewczynka wołała na próżno, konia ani widu, ani słychu... Usiadła na ziemi i zaczęła płakać, może z wycieczenia, a może dla tego, że nigdy go już nie zobaczy... Była na siebie okropnie zła ... ale za co ? Za to, że próbowała ratować swoje marzenie, na którym tak jej zależało ? Za to, że złamała bat, który tak bardzo ranił konia, że teraz ze strachu boi się do niej podejść ? Była i psychicznie i fizycznie wykończona ... Położyła się na trawie i zasnęła ...
                 Gdy wstała rano zobaczyła go ! Tak blisko siebie... Nie zorientował się, że dziewczynka już wstała, więc nie uciekał ...
                        
Zuzia przyglądała się jego rysom. Był smukły i delikatny. a zarazem silny i wyniosły.  Zuzanna wstała powoli z ziemi, a koń podniósł głowę, nie uciekał... Wyjęła z kieszeni marchewkę i położyła ją na otwartą dłoń.
- Pielgrzym ... Choć, nic ci nie zrobię... Pielgrzym ... - mówiła szeptem by go nie wystraszyć...Koń postawił jeden niepewny krok w stronę dziewczynki, potem drugi, trzeci i czwarty. Wyciągną swoją piękną, lecz lekko poranioną szyję i tak by nawet nie dotykać Zuzi ani nawet nie być blisko niej Chwycił szybko marchewkę i pogalopował 4 metry od dziewczynki ... Zjadł przysmak i popatrzył wiernie w stronę dziewczynki, lecz nie podchodził...
- Sorki, nie mam więcej... - Powiedziała Zuzka. Nagle ciszę przerwał dzwięk syren policyjnych, koń się wypłoszył, a dziewczynka ze strachu aż "podskoczyła"...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz