wtorek, 10 marca 2015

Letnia Przygoda - rozdział II

              To była policja. Zuzia była bardzo niezadowolona z faktu, że Pielgrzym uciekł. Zdążyłaby jeszcze pobiec za nim ale wiedziała, że to się nie uda, bo radiowóz cały czas pędził by za nią po wrzosowiskach i mogłaby utracić tę cienką niteczkę zaufania konia do siebie. 
- Gdzie ty się podziewałaś ?! Martwiliśmy się o ciebie ! Pani McLuis nam wszystko opowiedziała ! - krzyczała gniewnym tonem pani Alicja, mama Zuzanny.
- W domu sobie pogadamy młoda damo! - powiedział pan Robert.
- Ale, tato !!!- krzyczała Zuzia, lecz matka złapała ją silnie za ramię i wciągnęła do wozu policyjnego. Dziewczynka była bardzo smutna, a łzy ciekły jej po policzkach. Chuchnęła na szybę samochodu i napisała na niej : PIELGRZYM <3.
               Gdy byli już w domu pani Alicja zaczęła krzyczeć na Zuzkę i dała jej karę przez ROK nie można jej było nawet spojrzeć na konie, bo przeprowadzą się z powrotem do Stopeville ( kiedyś tam mieszała dziewczynka z rodziną ). Zuzia wiedziała, że mama tylko ją straszy, bo tamten dom (dom - mieszkanie ) już sprzedali, ale udawała, że jest bardzo zmartwiona bo jej matka w końcu mogła dać jej inną karę np.: Za patrzenie na konia 10 $ , to by była draka ! Po "kazaniu" rodziców dziewczynka pobiegła do swojego pokoju, zatrzasnęła drzwi na klucz i stanęła w oknie. 
- Nigdy nie zobaczę już Pielgrzyma !- mówiła sama do siebie...Jej okno było od zachodniej strony domu więc miała widok na wrzosowiska, stała przy oknie 2 godziny i w końcu zobaczyła coś białego szybko pędzącego w stronę jej domu ... Nie mogła uwierzyć własnym oczom... TO PIELGRZYM !

                       
Jak najszybciej popędziła do biurka po kawałek jabłka, otworzyła okno i zaczęła nawoływać jak najciszej :
-  Pielgrzymie, jednak przyszedłeś ! Choć podejdź do ściany. Dam ci nagrodę !- z jego strony padło ciepłe, końskie rżenie. Zuzia rzuciła mu przez okno kawałek jabłka i patrzyła jak koń wyciąga szyje i je zjada. To była magiczna chwila, Zuzanna chciała by trwała wiecznie... Postanowiła, że dziś jak rodzice zasnął wymknie się do konia i wróci przed ich  "pobudką".
                   Gdy rodzice zasnęli wzięła torbę wypakowaną po brzegi przysmakami i sięgnęła po latarkę, która leżała na biurku. Zamknęła się na klucz od środka ( jeszcze raz bo mama wieczorem robiła inspekcję czy Zuzia czegoś nie kombinuje ), otworzyła okno, przywiązała sznur do stalowej i na tyle mocnej framugi by "uniosła" dziewczynkę i wyskoczyła przez okno. Wyszła na otwartą przestrzeń wrzosowisk... Było bardzo ciemno więc zapaliła latarkę.
- Koniku, koniku to ja !- wołała Zuzia . Pielgrzym zauważył ją i biegł do niej przez plażę...
                                 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz