Gdy była na środku polanki na której "spotykała się" z koniem zawołała :
- Hej, koniku ! Choć do mnie !- koń przybiegł od razu i zaczął radośnie wierzgać koło dziewczynki. To był ten moment ... Ich moment ...
- Kocham cię...- wyszeptała mu do ucha gdy ten się uspokoił. Nagle usłyszała znajomy głos...
- O nie, to rodzice !- słyszała ich krzyk i widziała już jak zamykają ją za kratami więzienia w "pasiaku".- jeszcze tego brakowało!- i nagle z czystego zainteresowania zauważyła, że jej mama naprawdę bardzo szybko biega, była już tak około 20 metrów od niej kiedy Zuzka zorientowała się, że musi coś zrobić bo ją dopadnie...
- No Pielgrzymie... Nadszedł ten dzień...- po czym szybko wskoczyła na niego. Był bardzo zdziwiony obecnością dziewczynki na swoim grzbiecie, ale nie próbował jej zrzucić, nawet nie chciał. Popędziła konia na wrzosowiska ... Biegli dzikim cwałem... Dziewczynka nie słyszała już krzyków rodziców, tylko wiatr szeleszczący między liśćmi... i ten jakże znajomy... tętent kopyt. Jego rozwiana grzywa i ogon... i ta aksamitna sierść dawały jej uczucie... swobody. Nie, to nie to... Dawały jej uczucie... dzikiej wolności... Tak, dzikiej, beztroskiej, pięknej i nieujarzmionej wolności...
- "Największe szczęście na świecie, leży na końskim grzbiecie " !!!- wołała beztrosko. Spełniło się jej najpiękniejsze marzenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz